Michał Leśniak przed walką

Już 5 marca podczas gali bokserskiej w Dzierżoniowie staniesz na ringu. Mija rok od Twojej ostatniej walki. Okazało się, że miałeś wówczas chore płuca. Jak wyglądała Twoja regeneracja?
Wstępnie miałem zdiagnozowane zapalenie oskrzeli, dusiło mnie. Ale jak się okazało, było to poważne zapalenie płuc. Powodem tego był COVID, który przeszedłem bezobjawowo, trenując normalnie. Cały czas trenowałem, nie wiedząc, że mam COVID. Po walce trafiłem do szpitala, miałem taką sytuację, że od czwartej rundy zaczęły się problemy z oddychaniem. Cieszę się, że wygrałem podwójnie, walkę i zaręczyny. Dziś jestem po ślubie. Niestety pół roku po walce męczyłem się z płucami. Miałem wykonany tomograf płuc z kontrastem. Okazało się, że mam plamy na płucach i przez to źle mi wszystko pracowało. Potrafiłem iść do sklepu i „lądowałem na zamrażarkach” – tak mnie ścinało z nóg. Płuca nie przetwarzały mi tyle tlenu do organizmu ile potrzebowałem. Pół roku miałem wycięte z życia, prawie bez treningu.
A jak twoja waga? Spadły Ci kilogramy?
Jedyny plus tego COVID-a to taki – nikt o tym nie wie – że zbiłem 18 kilogramów do walki. Byłem strasznie napompowany, miałem ponad 43 cm obwód bicepsa i zbiłem do wagi 66.6 kilograma. Byłem strasznie nabity, bo robiliśmy dużo treningów siłowych z Piotrem Wilczewskim w Zakopanem. Obecnie ważę 72 kilogramy. Dziś praktycznie nie mam wagi, trenuję lekko.
Wiesz, że będziesz walczył 5 marca podczas gali bokserskiej w Dzierżoniowie. Od kiedy przygotowujesz formę na ring?
Już zacząłem powoli szykować się w grudniu. Wówczas zacząłem intensywnie trenować. W sumie 5 grudnia wyszedłem za Rafała Łazara do „Gromdy”(walka na gołe pięści). Na początku mój promotor zgodził się na walkę w „Gromdzie”. Mówiono, że nie mam badań, okazało się, że mam badania ważne. Jednak w konsekwencji promotor nie zgodził się na walkę na gołe pięści, ponieważ uzgodniliśmy wówczas walkę marcową w Dzierżoniowie. Promotor nie chciał, żebym się narażał, w tejpach, w rękawicach można sobie pozwolić, a na gołe pięści można się porozbijać. Lepiej było nie ryzykować. Ja potrafię łamać ręce w rękawicach, a co dopiero byłoby bez rękawic. Co zabawne, pojechałem na „Gromdę” z ochraniaczem na szczękę i krocze…czekałem do ostatniej chwili na informację czy będę walczył. Na sam koniec mój promotor Mariusz Grabowski z Mateuszem Borkiem podjęli decyzję, że nie.
Wiesz kto będzie twoim przeciwnikiem? Choć oficjalnie nie możemy powiedzieć.
Tak, musimy poczekać na oficjalny komunikat Mariusza Grabowskiego. Mogę powiedzieć, że na dzień dzisiejszy jest to Kolumbijczyk, który ma dziewięć walk i osiem wygranych przez nokaut. Więc czeka mnie taki „nokauciaż”, wysoki, wyższy ode mnie, może nawet pół głowy. To trochę dziwne w mojej wadze, bo to raczej ja byłem jednym z tych wyższych zawodników, a tu może być inaczej. Może się to oczywiście zmienić, ale trenuję pod niego.

Właśnie, z zawodnikiem z Ameryki Południowej walczyłeś już. Jak wrażenia?
Ci zawodnicy są zupełnie inni i mają inne style boksowania niż zawodnicy europejscy, do których my – Europejczycy –  jesteśmy bardziej przyzwyczajeni. Moja ostatnia walka pokazała, że rywal mi „nie leżał”. Był bardzo niewygodny, boksował z dystansu, i świetnie go trzymał, a zarazem wchodził do pełnej wojny ze mną do półdystansu. Ale w tym półdystansie to ja robiłem ten kończący cios lewy sierpowy, albo lewy na wątrobę. To zawsze przeważało w rundach. Ciężka to była dla mnie walka. Rywal rywalowi jest nierówny, akurat Rodrigo Labre, bardzo mi „nie leżał” stylowo, choć połowy walki nie pamiętam przez brak tlenu.
Dostałeś podczas tamtej walki cios na splot, który zupełnie odciął Ci powietrze. Czy teraz  będziesz unikał właśnie takich „razów”?
Nie, ja akurat kocham wojny ringowe, ale powiem szczerze, że boksuję 20 lat. Wówczas to był dziewiętnasty rok i ja nigdy nie byłem w boksie zawodowym liczony. W młodzikach w boksie amatorskim zdarzało się, ale w zawodowym pierwszy raz. Oczywiście z problemami astmatycznymi i saturacją na poziomie 83 procent to ludzie leżą w szpitalu, a ja, dotleniając się przed walką, wyszedłem na ring.
Czy cieszysz się, że będziesz walczyć w Dzierżoniowie, czyli praktycznie w domu?
Tak, ale akurat w tym czasie więcej trenuję we Wrocławiu. Z trenerem Piotrem Szypulskim, z Piotrem Wilczewskim do tej walki nie trenuję, z tego powodu, że jest w ciągłych wyjazdach z Mariuszem Wachem. Dzierżoniów to mój taki drugi dom. Ja tam w ostatnich latach spędzałem więcej czasu niż w rodzinnym Wałbrzychu. Więc tak.
Bardzo dziękuję za rozmowę i życzymy powodzenia.
Ja również dziękuję.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.